Google+ Followers

sobota, 24 stycznia 2015

Angina ropna a harmonogram

Aby przywrócić moje życie i organizm do jako takiej równowagi, od paru dni kładłam się
spać o rozsądnych godzinach. Początki były trudne. Pomimo braku wieczornej sjesty,
organizm już tak przestawił się na tryb nocny, iż o spaniu nie było mowy!
 Dopiero po dwóch dniach udało mi się przespać całą noc! No więc teraz mogłam spokojnie powrócić do swoich ulubionych zajęć, a szczególnie jednego, za którym zaczynałam
już tęsknić - szycia :). Jedynie co mnie nieco martwiło, to zaczynające się lekkie przeziębienie Janka. Ale i to zmartwienie po dwóch dniach jakby zniknęło. 
Jak się jednak okazało później nie zniknęło, tylko przyczaiło. I zaatakowało mnie!
Najpierw z ukrycia, delikatnie, niby drobny katarek, jakiś ból głowy, lekka senność i tyle.
Objawy były na tyle nieistotne, iż nawet nie przyszło mi na myśl aby bronić się zawczasu. 
Na następny dzień doszły bóle mięśni, lekkie pobolewanie gardła i brak apetytu.
Raptem poczułam się, jakby wszystkie te nieprzespane noce, siłą chciały odebrać sobie
zabrany im czas. Przespałam więc praktycznie całą niedzielę. 
Ponieważ jednak, przeczuwałam już co może się święcić, nałykałam się różnych specyfików,
 które zazwyczaj sprawiały, że dnia następnego czułam się jak nowo narodzona ;)
Jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy rano nie tylko nie byłam zdrowa, to w dodatku,
 czułam się jakbym bardzo ostro balowała przynajmniej z tydzień, a międzyczasie spała
 na mrozie i piła lodowate napoje, które zamroziły mi głowę i gardło!
Temperatura sięgała 39,5C. Było mi na zmianę zimno i gorąco a faszerowanie lekami
dawało ulgę na max. 4 godz. i zbicie do 38,5!!! Czułam każdy mięsień ciała, zaczynając od palców stóp a kończąc na powiekach. 
Chorowanie, jak każdemu, tak i mnie nie jest obce, tym bardziej, że jako matka przy dziecku raczej nigdy nie miałam czasu na leżenie i rozczulanie się nad sobą. Brało się leki i leciało do szkoły, sklepu czy też z łopatą do odgarniania śniegu. 
Tym razem jednak nie było mowy nawet o tym aby wstać i ugotować zupinę Jakowi. 
Mój dzielny jedenastolatek dostał szkołę życia i sam od samego rana musiał szykować się do szkoły, później sam do niej iść (1,5km!). Po przyjściu ze szkoły spacer z psem, telefon do zaprzyjaźnionej knajpki po obiad i tak dalej. Szczerze mówiąc to chyba jedyna zaleta, z tego mojego chorowania :)
Niestety pech chciał, że o wizycie do lekarza nie było co marzyć wcześniej, niż dopiero trzeciego dnia od rozpoczęcia mojej choroby. Niepokoiło mnie to z jednego powodu - stan mojego gardła był już na tyle zły, iż nie było mowy o zjedzeniu czegokolwiek, ale również od dwóch dnie praktycznie nic nie piłam. Próba przełknięcia choćby śliny sprawiała wrażenie jakbym piła środek żrący do czyszczenia toalet! Odnosiłam wrażenie że moja szczelina w gardle zawęża się tak szybko, że niedługo nie będę mogła nawet oddychać! 
Ponieważ byliśmy sami z Jaśkiem bałam się, co się z nim stanie jeśli np. stracę przytomność z powodu wysokiej temperatury, lub zacznę się dusić. 
Na szczęście trzeciego dnia chorowania udało mi się dostać do lekarza. Po wstępnym przedstawieniu objawów i zajrzeniu w gardło ogłosił diagnozę. Klasyczna angina ropna.
CO?!!! To ja tyle się wycierpiałam przez jakąś głupią anginę?!!! No ale przecież brałam jakieś antybiotyki na przeziębienie, które zawsze mi pomagają, a tym razem nic!
- Tak proszę pani, bo na anginę to tylko te z grupy penicyliny i żadne inne, mogą pomóc :)
Szybko więc wzięłam wypisane recepty i udałam się do sąsiadującej z przychodnią apteką. 
Musiałam wyglądać naprawdę fatalnie, bo pani stojąca w kolejce za mną, zaproponowała abym sobie usiadła i napiła się trochę wody. (co nigdy wcześniej mnie nie spotkało)

Dwa dni od rozpoczęcia kuracji jestem zupełnie jak nowa :)
Czemu jednak nawiązuję tu do poprzedniego postu? Otóż, ponieważ ostanie całe cztery doby spędziłam głównie na spaniu i znowu chcąc nie chcąc należę do szacownego grona ,,nocnych marków,,. I znowu moje plany organizacyjne wzięły w łeb! I znowu muszę poprzestawiać sobie dzień z nocą! Tylko czy się opłaca? Przecież za trzy tygodnie ferie zimowe i znowu wolne....


Prześlij komentarz