Google+ Followers

środa, 17 grudnia 2014

Czemu Rabka i Esy Floresy c.d.

Ludzie ciągle pytają czemu właśnie Rabka. To był czysty przypadek. 
Wiedziałam tylko, że dom musi być w górach. 
Kupno nieruchomości nad morzem zdecydowanie przewyższało nasze możliwości finansowe,
a sezon na turystykę zdecydowanie jest tam krótszy, niż na południu kraju. 
Zanim padło na Rabkę oglądaliśmy sporo budynków w innych okolicach, ale żaden z nich nie spełniał trzech bezwzględnych warunków jakich wymagałam: blisko sklep z podstawowymi artykułami, blisko przystanek BUS i duży teren wokół. 
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten dom byłam przerażona i kategorycznie powiedziałam  NIE! 
Co prawda willa nie była nigdy zamieszkała, chociaż stała już 12 lat, ale śmietnik jaki tam zastałam skutecznie mnie zniechęcił. Wszędzie walały się wielkie wory z gruzem i starymi łachami, które najprawdopodobniej leżały tam od czasu ukończenia remontu. Teren wokół był nierówny z wielkimi górami ziemi i chwastami do pasa!
Jednak w drodze powrotnej zaczęłam zastanawiać się jaki ten dom ma potencjał. 
Co można z nim zrobić, jak przerobić i uporządkować aby nadał się do mieszkania
 i jednocześnie prowadzenia pensjonatu.

 Na pewno miał niepodważalną zaletę. Był w Rabce!
Mieście uzdrowiskowym, znanym większości rodziców i szczególnie polecanym przez lekarzy. 
A te widoki z okien... Dla mnie rodowitego mieszczucha, były wprost zachwycające.

 No i Jasiek ciągle choruje. Takie powietrze na pewno by mu dobrze zrobiło.
Coraz więcej dostrzegałam tych atutów, więc zdecydowaliśmy się jeszcze nie skreślać go z listy. Później obejrzeliśmy jeszcze kilka posiadłości, ale z racji faktu, że mieszkaliśmy 300 km dalej, niezwykle męczące było jeżdżenie w tą i z powrotem. Mąż powoli miał dość tych poszukiwań, 
Janek był coraz starszy i stale buntował się, że tyle godzin musi spędzać w samochodzie. 
Coraz częściej zatem zaczynałam myśleć o domu w  Rabce. 
Kiedy po raz drugi udaliśmy się tam, pani z biura nieruchomości dała nam klucze i powiedziała, żebyśmy pojechali sami i spokojnie się rozejrzeli. Jak tylko weszłam natychmiast wzięłam się za wynoszenie worów ze śmieciami i kiedy nagle zrobiło się tyle miejsca pomyślałam,
 że nie jest tak źle!

Gdy jakiś czas później (po kilku dniach spędzonych na porządkach) pojawiła się agentka z nowymi chętnymi widziałam, że byli bardzo poważnie zainteresowani ofertą. Pomyślałam jak niewiele trzeba
aby dom zyskał na wartości! Kilka ścierek, woda i trochę czasu.
Ostateczną decyzję jednak podjęliśmy po spacerze do lasu, który znajduje się zaledwie 500 m dalej. 
Uwielbiam zbierać grzyby i kiedy zaraz na skraju zobaczyłam dorodnego prawdziwka wiedziałam, że właśnie w tym domu i w tym miejscu chcę mieszkać :)

No, ale w życiu rzadko jest tak, jak by się chciało. 
Realia okazały się nieco bardziej skomplikowane, niż myśleliśmy na początku.
Właściciel budynku przy najbliższym spotkaniu poinformował nas, że dom nie ma odbioru technicznego, ale to tylko formalność. Co? TYLKO FORMALNOŚĆ? Wiem w jakim kraju przyszło mi żyć, i wiem ile może potrwać załatwianie takiej formalności!!!
Facet upierał się, że on to zrobi w ciągu miesiąca. 
Ponieważ cena nie była wygórowana a ja już zdążyłam się do tego domu przywiązać, zdecydowaliśmy się podpisać umowę przedwstępną. 
Dostaliśmy nawet klucze i mogłam robić porządki i pomału planować jak urządzić moje ukochane Esy Floresy. Każde wolne dni spędzaliśmy w Rabce. 
Trwało to półtora roku! Tyle czasu zajęło właścicielowi uzyskanie odbioru domu!!!
Były takie chwile, kiedy już zabieraliśmy swoje graty z powrotem do Łodzi z przekonaniem,
 że nic z tego nie będzie. Byłam załamana. Tyle straconych miesięcy, tyle włożonej pracy w ten dom. tyle zaangażowania i znowu trzeba wszystko zaczynać od nowa. 
Wtedy do akcji wkroczył mój M. Pojechał do szanownego właściciela, odbył z nim poważną rozmowę i po miesiącu mieliśmy pełną dokumentację wraz z umowa kupna w ręku :).  
I tak oto powstał nowy etap w naszym życiu - ,,Willa Esy Floresy,,



Prześlij komentarz